Moja córcia po powrocie ze szkoły zadała mi pytanie, czy wiem co to aborcja. Odpowiedziałam po prostu: wiem. A ona mi się rzuciła na szyję z płaczem i ze słowami: "Jak ja ci dziękuję, że nie dokonałaś na mnie aborcji. Jesteś najlepszą mamą na świecie!".
Czegoś takiego to się nie spodziewałam nawet w snach. Byłam wręcz przestraszona reakcją mojej córeczki. Ten, kto prowadzi w szkole wychowanie do życia w rodzinie chyba robi to mało profesjonalnie. Aborcja to bardzo trudny i ciężki temat a słuchacze mają po 10, 11 lat. Trzeba wiedzieć jak to umiejętnie przekazać tym dzieciom, żeby potem nie płakały, nie bały się, nie miały koszmarów w nocy. Nawiasem mówiąc odnoszę wrażenie, że te lekcje sprowadzają się tylko do rozmów o seksie i wszystkiego, co się z seksem wiąże. Niedawno córka przyniosła do domu podpaski i wkładki. Rozumiem, że seks to ważny element pożycia, ale chyba istnieje coś więcej w rodzinie niż tylko on. Miłość to nie tylko seks. Miłość to szacunek, wspólne rozwiązywanie problemów, pomoc, wsparcie. Rodzina to wspólnota, to bezpieczeństwo, to spokój, gdzie się wszyscy kochają. Jakoś nie zauważyłam, żeby córka opowiadała mi o takich prelekcjach, o przekazywanych wartościach. Ciągle tylko ten seks. A już ta aborcja to zdecydowana przesada. Nie twierdzę, że nie należy o tym mówić, wręcz trzeba, ale trzeba to robić umiejętnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz