czwartek, 22 stycznia 2015

13

Jak co roku, tak i teraz mama ma ten sam dylemat - czy wyjechać nad morze na sezon, czy zostać w domu. Dość spory ma orzech do zgryzienia, bo dla przyjemności tam nie jeździ, tylko do pracy. Będąc emerytką dorabia sobie pracą w ośrodku wczasowym, w księgowości. W ubiegłym roku zapowiedziała wszystkim, że więcej się już tam nie pokaże i stała twardo przy tym postanowieniu aż do dzisiaj, kiedy zadzwonił do niej szef. Zaczął jęczeć do telefonu, że nikogo nie znalazł na jej miejsce, że jest niezastąpiona, że ma go nie zostawiać z tymi wszystkimi papierami... Naobiecywał jej, że dostanie własny pokój z telewizorem i internetem... No i mama zaczęła się łamać. Chodzi i rozmyśla - jechać czy nie jechać. Dzwoni po koleżankach, pyta, radzi się. Tato od razu powiedział "nie jedź". Ja też wolałabym, żeby mama została. Jedzie na drugi koniec Polski na całe 5 miesięcy. Młoda ma latem urodziny, babci nigdy na nich nie ma. Niedługo chrzciny Groszka i nasz ślub. Przypuszczam, że na takie uroczystości przyjedzie. Jednak wolałabym, żeby była z nami cały czas. Wprawdzie jestem dorosła, czterdziestka na karku, ale nie ma to jak mama u boku. Zawsze coś doradzi, podpowie, wesprze, pocieszy, pomoże ogarnąć cały ten rozgardiasz przedchrzcielny i przedślubny. Mama to mama. No, ale decyzja o wyjeździe należy do niej, bez względu na to, co my wszyscy byśmy woleli. Będzie chciała to wyjedzie. A coś czuję po kościach, że chyba chce. Niestety...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz