środa, 28 stycznia 2015
14
Nasz Groszek, nasze Szczęście, nasze Słoneczko od wczoraj jest w domu! Nareszcie! Zaczęło się wstawanie po nocach, obserwowanie kupki, liczenie mililitrów wypitego mleka. Ale to wszystko jest niesamowicie cudne. Jak się patrzy na taką maleńką buzinkę, która na dodatek się uśmiechnie, to człowiek się momentalnie rozpływa, cały w środku mięknie i zapomina o reszcie świata. Jutro idziemy na pierwszą wizytę u pediatry. Mam całą listę pytań do pani doktor i całą masę spraw do załatwienia. Groszek jak to wcześniak musi być pod stałą kontrolą wielu specjalistów, więc potrzebne będą skierowania do różnych poradni. Na prywatne leczenie niestety nas nie stać, ale jakoś damy radę. Musimy dać radę - dla naszego Groszka! Tyle już doświadczyliśmy, że teraz to już może być tylko lepiej. Ja kończę w tym roku 39 lat, a przez całe swoje życie nie przeszłam tulu chorób co to dwumiesięczne maleństwo. Mam tylko lekki żal do lekarzy, że nic nam nie mówili o jego faktycznym stanie, gdy był w szpitalu. O wszystkim dowiedziałam się dopiero po powrocie do domu, gdy przeczytałam wypis. Włosy mi dęba stanęły z przerażenia. Gdy Groszek w grudniu nagle przestał oddychać, powiedziano nam tylko, że to wynik infekcji bakteryjnej. Pytałam kilka razy lekarzy z ordynatorem włącznie, czy są wyniki posiewu i czy wiadomo co to za infekcja, skąd się to wzięło. Wprost nie odpowiedziano nam nigdy. Cały czas słyszeliśmy tylko wymijające, zdawkowe słowa o ciężkim ale stabilnym stanie małego. Teraz na wypisie przeczytałam sobie sama, że nasze dziecko dostało zakażenia pępka, po czym bakterie przedostały się do krwi i doszło do zakażenia całego organizmu czyli sepsy. Matko Boska! Ciągle nie mogę ochłonąć. Życie naszego maleństwa wisiało na włosku. Wszyscy o tym wiedzieli i nikt nam nic nie powiedział?! O tym, że miał obuoczne ropne zapalenie spojówek i anemię też nie wiedzieliśmy! Jak tak można?! Jak można przed rodzicami ukrywać tak ważne informacje?! Dlaczego to ukrywano?! Mam żal do całego personelu. Zachowali się tak, jakby sami byli odpowiedzialni za wszystkie choroby Groszka i bali się oskarżeń z naszej strony. Na mój nos - tak to właśnie wygląda. Inaczej powiedzieliby nam otwarcie, jak sprawy stoją. To, że maluch wyszedł z tego wszystkiego obronną ręką to naprawdę cud. Opatrzność Boża nad nim czuwała bez wątpienia!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz