środa, 7 stycznia 2015

9

Nareszcie! Remont ruszył pełną parą. Roboty huk a czas nas goni, bo Groszek niedługo będzie w domu. Pytałam dziś lekarza czy można przewidzieć kiedy małego będziemy mogli zabrać, ale odpowiedział mi, że tego się przewidzieć niestety nie da. Ze szpitala wypuszczą go dopiero, gdy będą mieć pewność, że jest wydolny oddechowo, kardiologicznie i gastrologicznie, czyli że jest zdrowy, zdolny do samodzielnego życia i żadne niebezpieczeństwo mu nie zagraża. To znaczy, że jego pobyt w szpitalu może potrwać jeszcze trzy tygodnie, cztery, pięć, sześć... Jeden Bóg tylko wie ile. Dzisiaj niepokojąco często Groszkowi spadała saturacja. Szybciutko się wszystko stabilizowało, ale i tak wzbudziło to mój niepokój.
W każdym razie dopóki nasz maluszek jest pod opieką lekarzy, my mamy czas na przygotowanie mieszkania na jego przyjście. Na razie zajęliśmy się dużym pokojem, w którym śpimy. Tu będzie łóżeczko Groszka, obok naszego i póki co na tym pokoju zależy nam najbardziej. Sufit już umyty, tapety zdarte, jutro więc moje Kochanie wkracza z pędzlem i sufitówką do akcji. Dla mnie ten remont to niemała frajda. Pastwiąc się dziś nad tymi przeklętymi tapetami czułam, jak z każdym kawałkiem zdartego papieru ze ściany pozbywam się cienia i zapachu byłej żony mojego Kochania. Oni są już dawno po rozwodzie, ale mieszkanie było ciągle wyremontowane jej ręką i według jej pomysłów. Teraz nareszcie będę mogła zapanować nad wszystkim ja. Nareszcie będę mogła poczuć się panią tego domu. Ale mi było dzisiaj wspaniale! W tej chwili z każdej strony patrzą na mnie gołe, betonowe ściany, ale nic to. Taki piękny ten beton! O wiele piękniejszy niż te stare tapeciska, na odległość trącące koszmarną przeszłością.
No cóż, pora już spać, bo jutro od rana trzeba zakasać rękawy i do roboty!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz