środa, 4 lutego 2015
16
Już tydzień jak jesteśmy razem z Groszkiem w domu. Jest pięknie! Zawsze tak blisko obok naszego cudu, wpatrzeni w niego jak w obrazek, gotowi do pomocy, gdy tego potrzebuje i szczęśliwi, gdy się uśmiecha. A kiedy nasz maluszek zasypia, przychodzi niestety ten mniej przyjemny czas, gdy trzeba zasiąść z telefonem w jednej ręce i długopisem w drugiej przed ekranem komputera, żeby szukać specjalistów, którzy mogą go jak najszybciej objąć lekarską opieką. Skierowań dostaliśmy mnóstwo. Za to umówienie wizyty w wyznaczonym terminie na NFZ to ciężka batalia. Nie wiem skąd mam w sobie tyle energii do walki z tą NFZ-owską machiną. Na co dzień spokojna, cicha, małomówna kobietka, teraz zamieniłam się w prawdziwy taran do wbijania się łokciami i pięściami w kolejki pacjentów do różnych specjalistów. Wychodząc ze szpitala, Groszek otrzymał na wypisie wyraźne zalecenia kiedy ma się zgłosić na kontrolę w danej poradni. Jedynie okulistę "załatwiliśmy" od ręki. W pozostałych poradniach albo podają nam tak odległe terminy, że strach albo w ogóle zapisy na 2015 rok się zakończyły... Wszędzie muszę się kontaktować bezpośrednio z lekarzem i prosić o termin, bo tylko on czytając skierowanie jest w mocy podjąć decyzję o przyjęciu naszego maleństwa. Panie w rejestracji są albo niekompetentne, albo nieumiejące czytać, albo bezduszne i wszędzie na dzień dobry skrzeczą: "kolejka!". Na każdym skierowaniu, które pokazuję jest wyraźnie napisane, że chodzi o dziecko ze skrajnego wcześniactwa po przebytej posocznicy, każde skierowanie jest opatrzone wyraźnym "PILNE!", bo dziecko musi natychmiast otrzymać pomoc, ale na NFZ-owskich rejestratorkach to nie robi najmniejszego wrażenia. Na lekarzach owszem i dzięki temu już mamy umówionego neonatologa, neurologa, audiologa, okulistę, usg bioderek i główki. Jedynie o kardiologa będę walczyć 17 lutego, bo wcześniej pani doktor po prostu nie ma. Pozostaje jeszcze rehabilitacja, ale tej nie można wcześniej umówić, dopóki pediatra z neonatologiem i neurologiem nie wydadzą swoich opinii. Trochę to przykre, że tak funkcjonuje ta państwowa służba zdrowia. Najpierw człowiek zderza się z murem, by potem wybłagać, wyprosić albo wypyskować to, co mu się słusznie należy. My walczymy o naszego Groszka z całych sił, ale ile jest w Polsce dzieci, które również potrzebują takiej pomocy, a nie ma kto o to zawalczyć i są bezsilne wobec bezdusznej biurokracji, limitów i innych kłód rzucanych pod nogi przez państwo. Patrzę na naszego słodziutkiego Groszka i tak mi żal tych wszystkich dzieciaków. Cały ten NFZ działa fatalnie!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz