Wściekłam się dzisiaj nieziemsko! PZU, któremu wierzyłam do tej pory okazało się oszustem.
Kiedy odchodziłam z poprzedniego zakładu pracy, zapewniano mnie, że ubezpieczenie mogę sobie kontynuować sama, a warunki ubezpieczenia pozostają bez zmian. Więc ja nieprzerwanie przez dziesięć lat, miesiąc w miesiąc płaciłam 52,80 zł święcie przekonana, że gdyby coś mi się stało, to jakieś pieniążki dostanę, no bo przecież jestem ubezpieczona. Moją pewność umacniał fakt, że po pierwszej ciąży i długim pobycie w szpitalu bez najmniejszych problemów wypłacono mi niezłą sumkę za urodzenie dziecka i dni leczenia szpitalnego. Teraz urodziłam drugie dziecko, w szpitalu też się wyleżałam, więc myślałam, że tym razem PZU również wypłaci mi za to pieniążki. No i szczęka mi dzisiaj opadła, kiedy poinformowano mnie, że za urodzenie dziecka, owszem, jakiś grosz mi się należy, ale za dni pobytu w szpitalu już nie. A dlaczego? A dlatego, że teraz składkę opłacam sobie sama, a nie pracodawca z ubezpieczenia grupowego. Gdyby to był pobyt w szpitalu w wyniku nieszczęśliwego wypadku, to dostałabym pieniądze bez problemu. Co za debilizm! Przecież nic się nie zmieniło przez te wszystkie lata, nie mam nowej polisy! To jest wciąż ta sama polisa, tylko suma ubezpieczenia wzrosła. Po co ja w takim razie przez tyle lat to ubezpieczenie płacę, skoro nic z tego nie mam? Dlaczego mnie zapewniano, że nic się nie zmieni w ubezpieczeniu poza formą płatności? Oszukano mnie, żeby zatrzymać klienta i jego pieniądze - ot co!
Po co w ogóle się ubezpieczać, jeśli zdaniem ubezpieczyciela nie mam prawa się rozchorować? Mam wejść pod samochód, żeby PZU mi dało 200 zł? Paranoja! Nie mam zamiaru narażać swojego życia. Ale rozchorować się człowiek przecież zawsze może, choroba nie wybiera. Niestety nie robię się coraz młodsza, a coraz starsza i w szpitalu mogę się znaleźć szybciej niż się spodziewam. I co? I nic, bo składkę płacę ze swojego konta zamiast od pracodawcy. Bez sensu jest w takim razie to comiesięczne opłacanie składek. Trzeba się poważnie zastanowić nad zmianą ubezpieczenia albo w ogóle ubezpieczyciela. Przecież wyleżałam się dziewięć dni w szpitalu, pocięli mi brzuch na pół i nie mam za to żadnej rekompensaty od "wielkiego" PZU. A czy ja się prosiłam o te problemy ciążowe? Tysiąc razy bardziej wolałabym donosić ciążę, urodzić zdrowe dziecko o czasie i nie prosić nikogo o nic. Ale wyszło jak wyszło, niezależnie od tego co ja chcę, co ja wolę, a PZU ma w d... moje zdrowie. Dla nich liczy się tylko to, że płacę co miesiąc. Na cholerę mi taka polisa! Szkoda pieniędzy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz