Święta powoli dobiegają końca... A może to i dobrze, bo sporo łez mnie kosztowały. Cały czas myślałam o naszej kruszynce, która leży w szpitalu podłączona do respiratora, sondy, kroplówek. Przecież nasz synuś powinien być z nami. Dlaczego Bóg tak szybko kazał mu przyjść na ten świat? Teraz biedactwo tak się musi męczyć, zmagać z infekcją bakteryjną i niewydolnością płuc. Nasze maleńkie kochanie! Cokolwiek ostatnio robiłam, czy to przygotowując potrawy świąteczne, czy śpiewając kolędy w kościele, czy siedząc przy wigilijnym stole, rozpakowując prezenty, cały czas myślami byłam przy naszym synku. Choćby nie wiem jak pięknie było wokół, nie cieszyło mnie to zbytnio. Mi brakowało tej mojej małej istotki. Ciągle wszystkie myśli biegły ku niemu.
I tak bolał ten brak tradycji dodatkowego nakrycia na wigilijnym stole... Gdyby to był mój dom, pamiętałabym o tym, tym bardziej, że w moim rodzinnym domu zawsze się pamiętało o dodatkowym miejscu przy stole. Teściowa, jak to rdzenna Ślązaczka, takiej tradycji nie kultywuje. A szkoda... Czułam się tak, jakby wszyscy zapomnieli o Maluszku, choć wiem, że w rzeczywistości to nieprawda. Jednak nie mogłam pozbyć się myśli, że nikt go nie potrzebuje, nie kocha, a on leży biedny w tym inkubatorze, taki samiutki i słabiutki i czeka na nas... Odwiedzaliśmy go oczywiście codziennie w szpitalu, ale to nie to samo, co nieprzerwane, niczym nie zmącone, wspólne przebywanie razem, wspólna radość, wspólne całe święta. To przecież była tylko godzina spotkania...
Nie potrafię powstrzymać łez. Wciąż mi brakuje naszego synusia. Tak bardzo mi go brakuje! Tak bardzo tęsknię do niego!!!
Nie martw się, będzie dobrze. Mały będzie cały i zdrowy. Zobaczysz.
OdpowiedzUsuńWspółczuje Ci... Ale wierze że wszystko będzie dobrze- powodzenia i dużo zdrówka dla Waszego Synka :*
OdpowiedzUsuń